Zimowe opowieści – Leśne pokusy

Zimowe opowieści – Leśne pokusy

 

„Leśne pokusy”

Liczna rodzina jeży wraz z przyjaciółmi mieszkała na skraju polany ukrytej w gęstwinie lasu. Ponieważ mieszkały tam już od kilku dobrych lat zbudowały sobie maleńkie szałasy z wysuszonej słomy i patyków. Na środku znajdowało się palenisko gdzie codziennie pieczono i wędzono mięsne przysmaki. Jeżyki niechętnie ruszały się poza obszar własnej osady, tam miały wszystko co było im potrzebne do życia, jedzenie, rozrywkę i bezpieczne miejsce do spania. Każdy jeżyk miał swoje określone, powierzone mu przez społeczność bardzo ważne zadanie. Jedne sprzątały, inne wybierały z ziemi robaczki, jeszcze inne zajmowały się maleńkimi kolczakami, budowały nowe chatki i wymyślały historie na wieczorne spotkania z magiczną baśnią przy ognisku.

Naczelny kucharz, który zajmował się codziennie przyrządzaniem wieczornej uczty dla wszystkich mieszkańców osiedla jeżyków zapragnął poszukać nowych smaków wśród gęstwiny drzew. Chciał nieco urozmaicić repertuar potraw i z samego rana wybrał się poza osadę w otchłań ciemnego lasu. Zachwyciło go tam bogactwo różnorodnych przysmaków rosnących na krzaczkach, nie mówiąc o niezliczonej ilości robaczków i jaszczurek. „Dobrze, że Hania przyszyła mi spore kieszenie do futerka” pomyślał zadowolony z siebie wypychając kieszenie leśnymi smakołykami.

Po południu w blasku słońca maleńki jeżyk kroczył dumnie przez las, a każde głośne tupnięcie odbijało się echem od pobliskich drzew. Na kolcach błyszczały trzy czerwone, dojrzałe jabłuszka. Wracał już do swoich przyjaciół gdy nagle drogę zastąpiła mu sarenka.

– Dzień dobry jeżyku! Jakie piękne niesiesz jabłuszka, proszę podziel się ze mną, bo jestem bardzo głodna – poprosiła szczerze.

– Proszę bardzo, poczęstuj się – odparł dobrodusznie jeżyk przybliżając się ufnie do pyszczka sarenki. Ta zrobiła kilka gryzów, podziękowała ładnie i uciekła w głąb lasu, a jeżyk ruszył w dalszą drogę.

Po kilku krokach natknął się na rodzinę dzików. Mama zwróciła się uprzejmie do kolczastej kulki.

– Maleńki jeżyku, czy podzielisz się z moimi dziećmi tymi pysznymi jabłuszkami, które niesiesz na plecach?

– Oczywiście, proszę weźcie sobie całe jedno jabłuszko i podzielcie się nim – zaoferował z chęcią jeżyk. Pani dzik ściągnęła delikatnie jedno jabłuszko z kolców, rzuciła małym warchlaczkom do zjedzenia i skinęła w podziękowaniu głową.

Jeżyk szedł dalej obserwując drzewa falujące na wietrze i wsłuchując się w śpiew ptaków szybujących wysoko nad koronami drzew.

Po drodze kolczasty kucharz spotkał jeszcze wilka i lisa, z którymi również podzielił się dorodnymi jabłuszkami. Swoim blaskiem i kolorem przyciągały wzrok zwierząt odciągając go od małego jeżyka.

Do osady doszedł dopiero po południu niosąc na kolcach tylko jeden ogryzek. Wszyscy z zaciekawieniem oglądali obgryzione jabłuszko debatując głośno jak musiało być smaczne i wyrażając swoje niezadowolenie, że kucharz rozdał wszystko po drodze zamiast przynieść do osady. Kolacja tego dnia była wyjątkowo obfita, ponieważ w kieszeniach jeżyka zmieściło się sporo orzeszków, robaczków, jagód oraz poziomek. Nikt jednak nie zwracał uwagi na nowe smakołyki. Wszyscy rozprawiali o tym jak pyszne musiało być to jabłko i jaka wielka szkoda, że jeżyk nie przyniósł go w całości do osady. Ogryzek wyrzucono na łąkę obok osady.

Przez kolejne dni jeżyk zachęcony leśnymi zdobyczami wychodził do lasu na łowy. Nikt oprócz niego nie doceniał smaku orzechów, jaszczurek, robaczków, poziomek. Wszyscy chodzili nieszczęśliwi gdyż kucharz codziennie powracał z jednym ogryzkiem zamiast jabłka. Miał tak dobre serduszko, że nie umiał odmówić nikomu pysznego owocu. Sam nigdy go nie spróbował mając nadzieję, że pewnego dnia uda mu się donieść chociaż kawałek czerwonego przysmaku do swojej osady.

Po kilku miesiącach kulinarnych wypraw jeżyka cała wspólnota jednogłośnie orzekła, że kolejnego dnia bez całego jabłka nie będzie miał wstępu do ich osiedla. Mieszkańcy nie zniosą już więcej suchych ogryzków, które zaśmiecają okoliczną łąkę.

Tak też się stało, jeżyk tego dnia nie wracał do domu bardzo długo i wszyscy myśleli, że postanowił nazbierać więcej jabłek w ramach przeprosin. Wieczorem głodne i złe jeżyki wybrały się do lasu na poszukiwanie swojego kucharza. Na ścieżce obok łąki znalazły całe dorodne jabłuszko z małymi dziurkami po kolcach.

Usiadły przy nim i głośno zapłakały. Zrozumiały, że mały jeżyk karmił nie tylko całą osadę, ale również pobliskie zwierzęta. Jego dobroć chroniła go przed ostrymi zębami drapieżników do czasu. Bardzo wysoką cenę musiał zapłacić za zachłanność swoich pobratymców. W osadzie jeżyków od tamtej pory nigdy nikt nie spróbował jabłka, które zawsze kojarzyło się wszystkim z gorzką ceną zachłanności.

Łąka w przeciągu kilku lat zamieniła się w gaj pełen rumianych jabłek, a jeżyki zbierały je i zanosiły do lasu aby karmić inne zwierzęta. O małym jeżyku kucharzu powstała piękna legenda, która wśród kolczastej rodziny przekazywana jest od wieków z pokolenia na pokolenie.

Jeżyk

©2017 Ewelina Mazurek


Zobacz również:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *