Zimowe opowieści – Miłość

Zimowe opowieści – Miłość

„Miłość”

Na pewnej wyspie, której nazwy nikt nie potrafi wymówić, żyła sobie para papużek Rita i Nero. Poznali się jako maleńkie pisklaki i tak sobie przypadli do gustu, że od tamtej pory stali się nierozłączni. Ona, zielono cytrynowa, niczym powiew świeżości i spokoju, on niebiesko czerwony, dostojny i dumny.

Aby przypieczętować swoje oddanie i wierność postanowili wraz ze swoimi przyjaciółmi Klarą i Karim, którzy również tworzyli idealnie dobraną parę, złożyć śluby. Na ceremonię zaślubin dwóch par papużek zleciały się wszystkie ptaki zamieszkujące niewielką, urokliwą wyspę. Pan tukan w eleganckim fraku prowadził całą długą ceremonię z licznymi występami ptasich chórów oraz tancerzy. Jako znak złożonej przysięgi ptaszki wymieniły się piórkami. Rita otrzymała czerwone piórko, które tukan przyczepił jej do ogona, za to Nero otrzymał piórko żółte, które kontrastowało z jego intensywnym ubarwieniem. Po hucznym dniu zaślubin papużki postanowiły uwić sobie nowe gniazdko, na swoim ulubionym drzewie, które właśnie rozkwitło ciesząc ich oczy czerwonymi, ogromnymi kwiatami.

Rita i Nero codziennie wyruszali na wspólny podniebny taniec, który kończył się zawsze przy maleńkim jeziorku z wysokim, rajskim wodospadem. Tam zawsze spotykali znajomych oraz przybyszów z całej wyspy, którzy przybywali licznie do jedynego, słodkiego wodopoju. Miejsce to było cudowne, ponieważ oprócz pysznej, czystej wody, znajdowało się tam pod dostatkiem wszelkiego rodzaju pożywienia. Owoce, orzeszki, ziarenka, wszystko o czym tylko mogły zamarzyć było w zasięgiem ich dzióbka. Tak mijały im lata na beztroskiej zabawie, tęczowe pisklaki odfruwały od nich każdego lata, każdy w swoją stronę, a papużki robiły się coraz starsze.

Tymczasem u zaprzyjaźnionej pary papużek zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Klara, podczas jednego ze swoich podniebnych tańców nieopatrznie zawadziła skrzydełkiem o drzewo. Uderzenie było na tyle mocne, że gruchocząc delikatne kostki skrzydeł, nie dawało papużce żadnych szans na wzbicie się kiedykolwiek jeszcze w powietrze. Na szczęście troskliwy Karim, wziął ukochaną na grzbiet i odlecieli razem do swojego gniazda. Wiedział, że od teraz los Klary zależy od niego. Codziennie przynosił jej pożywienie i picie oraz opowiadał o wszystkich wydarzeniach z życia wyspy. Najważniejsze że nie stracił przy tym pogody ducha, dodając jej otuchy w tych ciężkich chwilach. Spisywał się perfekcyjnie wprawiając w zdumienie nie jednego ptaka, który go obserwował.

Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała u Rity i Nero gdzie pewnego dnia znudzony ptaszek powiedział do swojej wybranki.

– Wiesz, żyjemy już razem tyle lat, wszystko o tobie wiem. Pragnę teraz sam, wolny, polecieć w świat na poszukiwanie przygód!

Rita poczuła ogromny ucisk w sercu, a łzy same napływały jej do oczu. Zobaczyła żółte piórko w ogonie swojego ukochanego i przypomniała sobie słowa przysięgi, „czyżby nic to dla niego nie znaczyło” pomyślała z wielkim smutkiem. Ściśnięte gardło nie pozwalało nawet na przełknięcie śliny. Po kilku głębokich wdechach zdołała wykrztusić tylko parę słów.

– Na siłę cię tutaj nie zatrzymam.

Nero odwrócił się i odleciał w nieznane, a Rita siedziała długo w gnieździe cichutko łkając. Z daleka widziała jak Karim wraca do gniazda ze świeżą dostawą ziarenek dla rannej Klary.

„Muszę przeprowadzić się na inne drzewo, tutaj nie dam rady dłużej mieszkać” powiedziała do siebie i postanowiła ruszyć w głąb wyspy aby zamieszkać bliżej rajskiego wodospadu. Znalazła stare, opuszczone gniazdo wśród ogromnych, gęstych liści awokado. Tam skryła się przed ciekawskimi oczami i w samotności przeżywała miłosne rozczarowanie. Smutek, gorycz, złość i brak chęci do życia królowały w jej sercu. Nad jezioro wybrała się dopiero wieczorem, kiedy słońce schowało się już za horyzont. Gwarne miejsce codziennych spotkań po zmroku zamieniało się w ziejącą pustką krainę. Tam spotkała ją bardzo niemiła niespodzianka, ale o tym opowiem troszkę później.

Przenieśmy się teraz na chwilę do Nero, który chwilowo zapragnął wolności tylko nie miał pomysłu co też z tą wolnością począć. Latał bez celu szukając niezwykłej przygody, zaczepiał po drodze ptaki, które niechętnie z nim rozmawiały, błąkał się z nadzieją, że znajdzie nowy lepszy dom. Rzeczywistość wyglądała trochę inaczej, codziennie spał w innym miejscu drżąc przed groźnymi odgłosami drapieżników. Chociaż sporo rozmawiał z różnymi ptakami zaczynała doskwierać mu samotność. Niby każdy dzień przynosił nowe znajomości, napotykał na swej drodze na różne niebezpieczeństwa i niespodziewane przyjęcia, to gdzieś na dnie serca zatęsknił za swoim ukochanym wodospadem i widokiem zielono cytrynowej piękności, o której nie potrafił zapomnieć. Próbował zagrzać gdzieś na dłużej miejsce, ale niepokój ciągle pchał go dalej przed siebie, ciągle czegoś mu brakowało. Tak jakby miał w sobie ogromną dziurę, której niczym nie można wypełnić. Często zadawał sobie pytanie „czego ja szukam, do czego tak pędzę?”, ale to pytanie zawsze pozostawało bez odpowiedzi. Najbardziej przeszkadzało mu żółte piórko w ogonie, które zawsze było obiektem zainteresowania napotkanych przypadkowo ptaków. Nigdy jednak nie przyznał się do prawdy i złamanej przysięgi. „Przecież to tylko puste słowa” myślał wówczas, a na drugim krańcu wyspy papużka z czerwonym piórkiem w ogonie podzielała jego zdanie z wielkim rozczarowaniem i smutkiem.

Pewnego pięknego dnia, gdy tańczył wysoko na niebie popisując się przed gromadą ptaków okupującą drzewa nie zauważył przelatującego nad nim orła. Ten chwycił w szpony czerwono niebieską papużkę, która zaczęła walczyć z nim, rzucać się na wszystkie strony mocno się przy tym kalecząc. Przelecieli tak kawałek, a Nero z każdą chwilą był coraz słabszy. Resztką sił podniósł głowę i ugodził orła w nogę. Zraniony orzeł zawył dziko wypuszczając przy okazji swoją zdobycz w gęsto porośniętą dżunglę.  Ranny Nero nie był w stanie sam lecieć. Spadł bezwładnie w las gdzie wielkie liście zamortyzowały upadek i papuga wylądowała na brzegu swojego ukochanego jeziora z wodospadem. Wszystkie zgromadzone tam ptaki przestraszyły się zakrwawionego przybysza, który spadł na nie znienacka. Obolały Nero wstał powolutku i zbliżył dziób do wody żeby ugasić pragnienie. Zatrzymał się jednak w połowie drogi gdy spostrzegł swoje odbicie w tafli wody. W jednej sekundzie dotarło do niego jak wielki błąd popełnił oddalając się od Rity i jak bardzo musiał ją zawieść i zranić. Dopiero widok własnego dziobka, który od jakiegoś czasu stał się dla niego obcy, otrzeźwił go. Siedział tak długo nad jeziorem rozmyślając o swoim życiu, „dlaczego byłem taki głupi, przecież miłość i przyrzeczenie to niezniszczalne filary, które nie powinny nigdy runąć! Muszę to naprawić!” postanowił. Nie zważając na rany i na ból ruszył w kierunku swojego starego gniazda. Całą drogę musiał pokonać na piechotę, ponieważ obolałe skrzydła nie były zdolne do lotu. Już z daleka zobaczył, że jego dom zamieszkują obecnie dwie niebieskie papużki, a po jego ukochanej zielono cytrynowej piękności nie było śladu.

Podszedł nieśmiało do kolejnego drzewa, na którym ciągle mieszkała Klara i Karim. Jedli właśnie wspólny posiłek debatując o czymś z niezwykłym przejęciem.

– Dzień dobry, przyjaciele! Przepraszam, że przeszkadzam! Czy nie wiecie gdzie obecnie mieszka Rita? – zawołał głośno w stronę gniazda.

– Nero?! O rany, jak ty paskudnie wyglądasz! Co się stało? – przestraszyli się przyjaciele.

– Nie, to nic takiego, zagoi się. Pomożecie mi znaleźć Ritę? Proszę – zapytał łamiącym, zrozpaczonym głosem.

– Twojej wybranki nie widzieliśmy tutaj odkąd postanowiłeś od niej odejść. Wśród ptaków krążą plotki, że została złapana przez człowieka i można ją zobaczyć przez okno najbliższego domu jak siedzi uwięziona w złotej klatce.

Nero nie odezwał się ani słowem. Łzy same spływały mu po policzkach, a serce biło jak oszalałe.

– To wszystko moja wina – wyszeptał i odszedł w stronę najbliższego domu.

Plotka niestety okazała się prawdą i przez okno ujrzał swoją ukochaną, uwięzioną w klatce. Była smutna, wychudzona, bez dawnej energii, która biła od niej każdego dnia kiedy z nią mieszkał.

– Nie zostawię cię tu choćby nie wiem co! – postanowił zamieszkać na parapecie domu z nadzieją, że właściciel zabierze go również do złotej klatki.

Uwił sobie maleńkie gniazdko obok okna gdzie codziennie znosił dla Rity różne smakołyki, mówił do niej, pocieszał ją, przytulał i przepraszał za złamaną przysięgę. Zachowywał się tak jakby ona cały czas przy nim siedziała.

Niestety Rita nigdy na niego nie spojrzała, zawsze zapatrzona była w pustkę z ogromnym smutkiem. Wyglądała jakby straciła już nadzieję na odzyskanie wolności. Jednego dnia straciła wiarę w miłość i wolność, którą skradziono jej nad ciemnym brzegiem jeziora. Te dwa ciosy pozbawiły ją chęci do życia.

Nero dzień w dzień przesiadywał pod oknem z nadzieją na chociaż jedno spojrzenie, marząc o spotkaniu z Ritą. Właściciel domu również nie zwracał uwagi na natrętną papugę pozwalając jej na swobodne korzystanie z parapetu, który przemienił się w jego nowy dom.

Pewnego pochmurnego dnia Nero zauważył, że z Ritą dzieje się coś niedobrego. Jej główka zwisała bezwładnie w dół, a papużka z trudem wdychała kolejne porcje powietrza. Ze łzami w oczach patrzył jak odchodzi i nie mógł zrobić nic aby jej pomóc. Najbardziej żałował tego, że nie zdążył pojednać się z nią przed śmiercią i powiedzieć jej jak bardzo ją kocha.

Gdy odeszła poczuł na ciele delikatny deszczyk. Był tak ciepły, kojący oraz o znanym mu przyjemnym zapachu, że wyrwał go ze stanu rozpaczy. Spojrzał w niebo i zobaczył nad sobą zielono cytrynową tęczę. Teraz już wiedział skąd znał ten zapach, to był zapach Rity. Po krótkim otulającym deszczyku spadło na niego z nieba czerwone piórko, które wręczył jej podczas ceremonii zaślubin. Zrozumiał, że Rita wybaczyła mu i czeka na niego. Łzy szczęścia spływały mu po policzku i wiedział, że spotkają się znowu po śmierci. „Już nigdy Cię nie opuszczę” wyszeptał po raz ostatni.

Rita i Nero

©2017 Ewelina Mazurek


Zobacz również:


2 responses to “Zimowe opowieści – Miłość”

  1. Gru napisał(a):

    A niech to dunder świśnie! Toż to bajka prawie bez happy endu! A już na pewno jest bez happy endu jak ktoś nie wierzy w życie po! Nono, fajna bajka 🙂 przesłanie oczywiste, tylko czy dzisiaj tak łatwo dokonać wyboru? Czy „na dobre i na złe” w miłości dalej obowiązuje? A skąd wiedzieć czy ta prawdziwa miłość przypadkiem nie czeka na innej wyspie?

    Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Ewelina Mazurek napisał(a):

      Takie wybory nigdy nie są łatwe, ale każdy ma ten komfort, że może dokonać go sam, według własnego serca. Świat pokazuje nam, że miłość „na dobre i na złe” jest jak najbardziej realna, pytanie tylko czy zechcemy w nią uwierzyć i pozostać jej wierni :).
      Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *