Wyprawa w nieznane

Wyprawa w nieznane

„Wyprawa w nieznane”

Dawno temu samotny żeglarz Neo wyruszył swoim statkiem kosmicznym z Ziemi w podróż w nieznane. Marzył o odkrywaniu obcych planet i cywilizacji. Przez wiele lat budował swój kosmiczny żaglowiec i studiował mapę nieba. Żagle napędzały statek reagując na fale dźwiękowe i świetlne wysyłane przez gwiazdy. Neo odkrył, że każda z nich wydaje inne charakterystyczne dla siebie dźwięki oraz światło wyrzucając w przestrzeń niezmierzone ilości fal. To dzięki nim i po nich pragnął płynąć Neo swoim wynalazkiem, w którym ster służył do nastrajania żagli na odpowiednie fale. W ten sposób żeglarz mógł zmieniać kurs statku, a wszechświat nie miał przed nim żadnych ograniczeń. Kosmiczna żaglówka mogła dopłynąć wszędzie bez potrzeby tankowania. Tego właśnie potrzebował żeglarz aby spełnić swoje największe pragnienie, które przez cały czas uporczywie podpowiadało mu serce jakby ktoś ciągle namawiał go do dalekiej podróży.

Neo przez wiele lat, nie zważając na szyderstwa oraz  śmiech ludzi, dniami i nocami studiował naturę wszechświata budując swój wyjątkowy, kosmiczny statek by w końcu pewnej nocy wyruszyć niezauważalnie w podróż. Pojazd sunął z wielką prędkością po falach, kołysząc się delikatnie na boki. Żeglarz zmierzał na pierwszą planetę, na której według jego obliczeń powinno znajdować się życie. Bez większych problemów doleciał do celu, a widok z orbity zapowiadał nie lada odkrycie. Olbrzymia kula kipiała zielenią przypominając jeden ogromny, zróżnicowany gatunkowo las. Neo dopłynął żaglówką do korony olbrzymich drzew, zrzucił na ziemię kotwicę wraz z drabiną i udał się na poszukiwanie mieszkańców. Zdziwił się bardzo gdy okazało się, że rozwój życia na nowo odkrytej planecie ograniczył się tylko do roślin. „Może to przez brak wody na powierzchni?” zastanawiał się na głos. Niebo nad całą planetą było przejrzyste i nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek pojawią się tam chmury, z których spadnie deszcz. Olbrzymie drzewa musiały sięgać korzeniami głęboko pod płaszcz planety aby czerpać substancje odżywcze z tajemniczych dla żeglarza źródeł. „To nie jest woda. Bardzo ciekawe, na Ziemi nie ma takiej substancji” mruczał pod nosem patrząc na wskazania urządzenia do analizy chemicznej. Ciekawość odkrywcy aby zbadać naturę nowo poznanej krainy była ogromna, ale głos popychający go dalej w kosmiczną podróż okazał się silniejszy.

– Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze do was wrócić – powiedział w stronę lasu z nadzieją, że rośliny zrozumieją go i wrócił na żaglówkę aby szukać życia we wszechświecie.

Z Ziemi zabrał ze sobą długą listę planet, które zamierzał odwiedzić jednak w drodze na kolejną kulę wydarzyło się coś czego bał się najbardziej. Na pobliskiej gwieździe nastąpił wielki wybuch, który spowodował ogromny sztorm na morzu kosmicznych fal. Neo zareagował błyskawicznie zwijając żagle zanim fala uderzeniowa dotrze do jego statku. Zablokował ster i przywiązał się najmocniej jak to możliwe do masywnego masztu, a resztę pozostawił w rękach Boga. Ogromne fale niosły żaglówkę w nieznajomym kierunku rzucając nią bezlitośnie na wszystkie strony, obracając do góry nogami raz po raz. Żeglarz miał wrażenie, że znalazł się na grzbiecie ogromnego wściekłego byka, który za wszelką cenę próbuje pozbyć się swojego pasażera na gapę. Neo w jednej sekundzie zaczął żałować, że wybrał się na niebezpieczną wyprawę. Przeklinał się w duchu żałując każdej chwili spędzonej nad książką i budową statku, który teraz znalazł się w poważnych tarapatach. W końcu jedna z fal rzuciła żaglówkę prosto w atmosferę nieznanej planety, na której zatrzymała się gwałtownie. Okazało się, że połyskująca różnymi kolorami kosmiczna kula otoczona jest barierą ochronną, przez którą statek Neo nie był w stanie się przebić. Część kadłuba wbiła się w pancerz planety unieruchamiając kosmiczną wehikuł na dobre. Wszelkie próby ruszenia z miejsca kończyły się niepowodzeniem, a Neo zaczął powoli tracić nadzieję, że uda mu się wyruszyć w dalszą podróż. Zrezygnowany usiadł na pokładzie, wyciągnął mapę nieba próbując zlokalizować na niej błyszczącą planetę. Okazało się jednak, że tajemniczy obiekt zdołał się ochronić przed wścibskimi badaczami z Ziemi i jak dotąd nikt nie zarejestrował jego obecności na niebie. Neo uruchomił swoje przyrządy pomiarowe, które wskazywały, że nie ma w jego pobliżu żadnej planety. „Bardzo sprytnie, chyba przez przypadek trafiłem na stworzenia inteligentniejsze od ludzi. Ciekawe tylko czy zechcą mnie wpuścić na swoją posesję?” myślał żeglarz przeczesując rozpaczliwie wnętrze statku. „Może nie wiedzą, że tutaj utknąłem? Tylko jak ich o tym poinformować?”. Najpierw odpalił race świetlne, później wypuścił w przestrzeń kłęby dymu. Wszystko na nic, osłona ani drgnęła trzymając statek kurczowo w swoich szponach. Wzrok Neo tym razem spoczął na jedynym instrumencie jaki ze sobą zabrał, pięknie zdobiony, drewniany klarnet. Rozłożył mały dywan na środku pokładu, usiadł po Turecku i zaczął grać tęskną melodię, która sama prowadziła go przez kolejne elementy harmonijnego utworu. Zdziwił się niezmiernie kiedy pod wpływem dźwięków tarcza planety zaczynała się stopniowo otwierać wpuszczając go do środka. Grał na klarnecie przez cały lot w dół aż w końcu spokojnie osiadł na powierzchni kryształowej kuli. Bał się, że gdy melodia ustanie, jakaś tajemnicza siła skieruje go na orbitę. Rozglądał się nerwowo na boki, ale oprócz migoczących kolorowych kamieni w pobliżu nie było niczego. Kiedy uspokoił się i przestał w końcu grać  chwycił szybko za swoje przyrządy pomiarowe chcąc znaleźć mieszkańców tajemniczej planety. Urządzenia jednak nie wskazały żadnej żywej formy, były tylko różne formacje kryształów, z których dziesięć wyróżniało się nieskazitelną budową, tworząc wyjątkowe zjawiska świetlne wokół siebie. Każdy z nich miał inną barwę, był biały, żółty, pomarańczowy, zielony, różowy, czerwony, fioletowy, niebieski, granatowy i czarny. Żeglarz nie zastanawiając się długo postanowił pójść za głosem serca i załadował dziesięć kamieni na statek, po czym rozwinął żagle i grając na klarnecie wyruszył  w dalszą podróż. Lata mijały bardzo szybko, a on pływał na morzu kosmicznych fal w poszukiwaniu życia. Na każdej kolejnej planecie, na której nie było jego śladów pozostawiał jeden kryształ grając mu na pożegnanie swoją ulubioną skomponowaną przy kryształowej planecie melodię. Miał wrażenie, że kiedy ją gra, kamienie błyszczą jeszcze bardziej intensywnym światłem, jakby się cieszyły z dźwięków, które do nich dochodzą.

Tak Neo zwiedził dziesięć kolejnych planet pozostawiając po sobie ślad w postaci nieskazitelnych, kolorowych klejnotów. Po odwiedzinach dziesiątej planety, gdy miał już ponad osiemdziesiąt lat i wszelka nadzieja na odnalezienie życia we wszechświecie zgasła podjął decyzję o powrocie na planetę roślin aby tam do końca swoich dni zająć się pracą badawczą.

Zielony olbrzym wyglądał dokładnie tak samo jak przed laty. Ogromne, różnorodne lasy rosły na tajemniczej ziemi bez kropelki wody. Samotny żeglarz zmarł wśród nich nie rozwiązawszy zagadki niekończących się cudownych źródeł głębinowych. W chwili śmierci miał poczucie przegranego, straconego życia.

Po śmierci zasiadł przy jednym stole z Bogiem.

– Świetna robota Neo! Jestem z Ciebie niezmiernie dumny!

Żeglarz spojrzał na Boga z niedowierzaniem. Zupełnie nie wiedział o czym mówi.

 

– Ależ ja poniosłem ogromną porażkę! Moja misja nie miała żadnego sensu – rozpłakał się Neo wspominając swoje całe życie.

– To nieprawda mój drogi. Chodź, pokażę ci coś – Bóg wyciągnął do niego rękę i we dwójkę udali się kolejno na dziesięć planet, które odwiedził wcześniej Neo zostawiając na nich kryształy. To co przed sobą ujrzał wprawiło go w nie lada osłupienie. Wszystkie zamieszkane były przez kryształowe istoty, które zbudowały na powierzchni skomplikowane instrumenty muzyczne jakich Neo nigdy wcześniej nie widział. Dźwięki jakie wydawały były nie do opisania i unosiły się daleko ponad orbity planet.

– Oni odbierają świat za pomocą fal dźwiękowych. Świetnie również wyczuwają mnie i rzeczywistość duchową. Kryształy zapamiętały również budowę twojego żaglowca i zbudowały statki kosmiczne na jego wzór. Niebawem będą zdolne dotrzeć do Ziemi by ocalić garstkę ludzi przed zagładą. Dzięki temu, że wsłuchałeś się w mój głos i podążyłeś za nim powstała nowa rasa, a ludzie przetrwali.

Neo słuchał Boga nie mogąc uwierzyć w to, że stał się częścią tak ogromnej misji.

– Wiesz Neo, jestem stwórcą, który tworzy świat z rozmachem cegiełka po cegiełce, powoli wszystko będzie rozkwitać i rozwijać się w odpowiednim kierunku.

Żeglarz uśmiechnął się szeroko.

– W takim razie melduję się na ochotnika, jestem gotowy do kolejnej misji!

 

©2017 Ewelina Mazurek


Zobacz również:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *