Historia trzech planet część 1

Historia trzech planet część 1

Historia trzech planet cz. 1

Trzy małe planety Semia, Julam i Romi krążyły obok siebie na pobliskich orbitach wokół ogromnej gwiazdy. Wszystkie były zamieszkałe przez zaawansowaną cywilizację ludzi, którzy bez problemu przemieszczali się na statkach pomiędzy nimi. Na każdej z planet rządy sprawowała wysoka rada, wybierana co kilka lat przez większość społeczeństwa, a jej reprezentanci wchodzili w skład sojuszu trzech zaprzyjaźnionych ze sobą wspólnot.

Szybki rozwój technologiczny, odbywał się wysokim kosztem w postaci ogromnych zniszczeń ekosystemu oraz zdrowia i życia istot zamieszkujących globy. Postępujący dobrobyt zdawał się przesłaniać ogrom zniszczeń do czasu kiedy mieszkańcy stanęli w obliczu nieuchronnej zagłady. Alarmujące wyniki badań i skala dewastacji, skłoniła przywódców do zawarcia paktu. Skupiał on ogromne ilości środków oraz najwybitniejszych naukowców na projekcie ratowania środowiska. Prace przebiegały niezwykle sprawnie, a współpraca pomiędzy zespołami z różnych planet układała się bardzo pomyślnie. Wszyscy z oddaniem pracowali aby uratować swój świat przed zbliżającą się katastrofą. Atmosfery każdej z planet przestały pełnić swoje funkcje, ponieważ bariera ochronna praktycznie zanikła. Przebywanie pod gołym niebem stało się niemożliwe, a woda przestała zbierać się w postaci chmur na niebie. Mieszkańcy z nadzieją obserwowali wysiłki swoich naukowych przedstawicieli, którzy po kilku miesiącach wytężonych prac stworzyli materiał zastępujący atmosferę. Miał on nie tylko chronić planetę przed nadmiernym promieniowaniem, ale również powoli oczyszczać powietrze i wodę z toksyn wyrzucając szkodliwe substancje w eter. Warunkiem odpowiedniego działania osłony było ciągłe zmniejszanie emisji substancji trujących.

Przedstawiciele Semii, Julami i Romi zgodzili się na takie rozwiązanie postanawiając aby wspólnymi siłami otoczyć trzy planety cudownym, nowym wynalazkiem. Nikt nie przewidział tego, że małe globy otoczone bańkami ochronnymi, zaczną się powoli do siebie przyciągać aby w końcu połączyć się tworząc razem wielki, wirujący, kosmiczny tercet.

Zmienił się rytm dni i nocy oraz pór roku, ale przyroda dość szybko potrafiła zaprzyjaźnić się z nowym astronomicznym ładem nie czując na sobie jarzma palących promieni. Naturalny obieg wody powrócił do normy i życie na planetach rozkwitało powoli na nowo. Wszyscy mieszkańcy musieli nadal dbać o przyrodę i nie zaśmiecać jej toksycznymi odpadkami, a cudowna bańka ochronna powoli filtrowała zalegające zanieczyszczenia.

 


Ład trwał do czasu kiedy to na planecie Romi społeczność wybrała nowych członków rady, którzy byli zwolennikami powrotu do dobrobytu za wszelką cenę. Zapomnieli już czasy gdy życie na ich planecie było zagrożone, a zaufanie do otaczającej ich osłony przewyższało jej możliwości. Chęć szybkiego i dużego zysku okazała się większa od budowania przyjaźni we wspólnocie trzech planet. Przedstawiciel rady z planety Romi oficjalnie wystąpił z przymierza zawartego przez trzy społeczeństwa w obliczu klęski. Wszystkie zamknięte niegdyś elektrownie i fabryki ruszyły znowu pełną parą do pracy napawając zgrozą mieszkańców przytulonych do nich planet. Okazało się bowiem, że fizyczne połączenie barier ochronnych powoduje przedostawanie się toksyn z jednej planety na drugą. Pomimo ogromnego sprzeciwu społeczności Semii i Julam, Romianie nie zaprzestali swoich działań.

W obliczu tak wielkich zmian nastąpił nowy podział społeczeństw, które przestały sobie ufać. Na planecie Romi zamieszkało najwięcej ludzi, podążając za obietnicami Rady, które głosiły wszechobecny dobrobyt. Utrzymywali stanowisko, że trzy bariery ochronne doskonale poradzą sobie z oczyszczeniem powietrza i wody, nie szanując woli i ciężkiej pracy mieszkańców pobliskich globów. Na Semii zebrała się mała społeczność naukowców i odkrywców, którzy pragnęli zrozumieć naturę świata, studiując budowę i zachowania materii. Dążyli do tego aby zmodyfikować osłonę swojej planety tak aby oddzielić się od coraz bardziej toksycznej Romi. Ich zamiłowaniem i największą pasją były kryształy, a skomplikowane maszyny i pojazdy konstruowane przez nich były imponujące. Mieszkał tam wraz ze swoją rodziną mały Patryk, którego dziadek był sławnym naukowcem biorącym udział w odkryciu kosmicznej bariery.
Na planetę Julami przybyli miłośnicy przyrody, dobrego jedzenia i ogrodnictwa. Wszyscy kochali i cenili naturę czerpiąc z niej mądrość i wiedzę. Tutaj mieszkała Maja wraz z rodzicami, którzy za swoje oszczędności wykupili kawałek materiału będącego budulcem płaszcza ochronnego. Wielu mieszkańców na własną rękę badało cudowny materiał w nadziei, że może zdoła go zmodyfikować i ulepszyć. Taką nadzieję mieli również Patryk i Maja patrząc codziennie na delikatną strukturę lśniąco, przeźroczystej, sztucznej powłoki.

Dzieciaki uwielbiały przesiadywać nocą pod rozgwieżdżonym niebem, Patryk ze swoją kryształową lampką, a Maja z unikatowym, jaśniejącym w ciemności kwiatem paproci. Marzyli we dwójkę o zatrzymaniu czarnej chmury, która powoli zaczynała im przesłaniać nocne krajobrazy z kosmosu. Pewnej nocy kiedy tak siedzieli, prawie naprzeciw siebie oddaleni zaledwie o parę świetlnych sekund ich myśli spotkały się.
– A gdyby tak próbować po odrobince łączyć materiał osłony z różnymi kryształami? – myślał sobie Patryk.
– Z kryształami? – zdziwiła się Maja słysząc w głowie dziwną myśl.
– To chyba jasne, że z kryształami, a z czym niby można ją połączyć? – zapytał zdezorientowany chłopczyk.
– Jak to z czym? Z pyłkiem kwiatów – odparła bez namysłu Maja.

Patryk zamarł na chwilę. Wiedział, że tym razem nie rozmawiał sam ze sobą, ponieważ nigdy czegoś takiego by nie wymyślił.
– Kim ty jesteś? – spytał zdezorientowany Patryk.
– Mam na imię Maja i mam siedem lat, a ty? – odpowiedziała zdziwiona dziewczynka.
– Ja również mam siedem lat i mam na imię Patryk – powiedział w myślach już bardziej ośmielony chłopczyk.

Po krótkiej konwersacji dzieci zorientowały się, że uczestniczą w niezwykłej rozmowie między planetarnej, a wspólne marzenie zainspirowało ich do realnego działania. Patryk i Maja umówili się, że codziennie będę przeprowadzać jeden eksperyment, po czym wspólnie będą zastanawiać się nad rezultatami doświadczeń. W tym celu oderwali po maleńkim skrawku osłony i potajemnie, tak żeby nikt się nie zorientował próbowali ją udoskonalić.
– Chyba gdzieś popełniamy błąd, bo od kilku dni nic się nie dzieje, nie widać żadnych efektów – niecierpliwiła się Maja.
– Spokojnie, musimy być cierpliwi, najwyraźniej zaczęliśmy od niewłaściwych substancji. Pamiętaj, że proszek, a raczej pyłek którym posypujesz próbkę powinien przez chwilę na niej poleżeć aby były widoczne jakiekolwiek zmiany składu.
– Tak wiem, nie musisz mi o tym przypominać, ale wiesz co? Jutro użyję unikatowego i najdroższego pyłku na mojej planecie.
– Ja też tak zrobię, wezmę jutro odrobinę najcenniejszego minerału, tylko będzie problem jeżeli okażą się skuteczne. Skąd my je wtedy weźmiemy? – martwił się na zapas Patryk.

Nazajutrz z mocno bijącymi sercami przystąpili do eksperymentu, każdy w swoim małym pokoiku drżącymi rękami niósł maleńkie pudełeczko z bardzo cenną zawartością. Maja posypała materiał odrobiną pyłku, który zebrała ze swojego ulubionego i najcenniejszego kwiatu magicznej paproci. Efekt był zadziwiający, ponieważ pyłek po zetknięciu z kawałkiem osłony zaczął się w niego wtapiać emitując przy tym maleńkie jasne iskierki światła. Dziewczynka obserwowała to zjawisko z szeroko otwartą buzią, po czym natychmiast zabrała swoją próbkę do badania w laboratorium rodziców, którzy również pasjonowali się budową materii. Rezultaty eksperymentu wskazywały tylko na częściowy sukces. Okazało się, że zmieniona próbka osłony zablokowała przejście trujących substancji, ale niestety jest zbyt słaba aby nadal pełnić funkcję płaszcza. Materiał bardzo szybko uległby rozerwaniu pozbawiając mieszkańców ochrony.
„Teraz trzeba znaleźć substancję, która będzie w stanie wzmocnić osłonę” pomyślała z nadzieją Maja.

Tymczasem na sąsiedniej planecie Patryk posypał próbkę odrobinką diamentowego proszku. Ten uderzając w materiał osłony wydawał dźwięk, tak jakby ktoś delikatnie poruszał maleńkim dzwoneczkiem, po czym wtapiał się w strukturę osłony. Podekscytowany chłopczyk pobiegł od razu do starego laboratorium swojego dziadka aby zbadać nowo powstały materiał. Wieczorem usiadł pod rozgwieżdżonym niebem ze swoją kryształową lampką w kształcie słonia i z szerokim uśmiechem rozpoczął międzyplanetarną rozmowę.
– Dzień dobry Maju! Mam dzisiaj dla ciebie dobrą wiadomość.
– Udało ci się? Opowiadaj! – ucieszyła się Maja.
– Może nie do końca się udało, ale coś zaczęło się dziać! Pod wpływem diamentowego proszku osłona zrobiła się bardziej trwała, żeby nie powiedzieć wręcz, że zyskała idealną budowę. – Patryk pochwalił się swoim osiągnięciem.
– Naprawdę? A mój pyłek spowodował, że osłona stała się nie przepuszczalna dla toksyn z zewnątrz. Działałaby tylko w jednym kierunku, na zewnątrz! – wykrzyczała Maja ciesząc się z obiecujących wyników.
– O rany, czyli jakbyśmy połączyli siły to powinno nam się udać! Moglibyśmy odciąć nasze planety od wdzierającej się do nas czarnej chmury! – ucieszył się Patryk, ale po chwili zamarł. – Tylko jak to zrobić? Na mojej planecie nie ma kwitnących paproci, a czy na twojej znajdują się diamenty?
– Nie, nigdy nie słyszałam o czymś takim – zmartwiła się dziewczynka – Musimy się spotkać, nie ma innego wyjścia.
– Hmmmm, mam pewien plan – oznajmił zamyślony Patryk – słyszymy się jutro o tej samej porze. Muszę pędzić, paaaaaa!
– Patryk, poczekaj! Powiedz mi co wymyśliłeś! – prosiła na próżno Maja.

Chłopczyk był już tak pochłonięty swoim planem, że nawet nie słyszał jej prośby. Udał się prosto do domu dziadka z nadzieją, że ten jeszcze nie śpi.

Ciąg dalszy nastąpi…

©2017 Ewelina Mazurek

 


Zobacz również:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *