Historia trzech planet część 2

Historia trzech planet część 2

Historia trzech planet cz. 2

Chłopczyk był już tak pochłonięty swoim planem, że nawet nie słyszał jej prośby. Udał się prosto do domu dziadka z nadzieją, że ten jeszcze nie śpi.

 – Co się stało? Czemu tak późno do mnie przyszedłeś? Z domu cię wyrzucili czy co? – zdziwił się  dziadek naukowiec.

Gdy tylko wnuk opowiedział mu o swoich wyjątkowych, kosmicznych rozmowach i wynikach eksperymentów od razu w oczach starca pojawił się dawny blask odkrywcy. Do tej pory wiek, stracona nadzieja i brak świeżych pomysłów skutecznie blokowały jego naukowy zapał i chęć udoskonalenia własnego dzieła. Teraz rozwiązanie być może samo zapukało do jego drzwi. Trzeba było tylko wyciągnąć do niego rękę.

– Pomożesz nam dziadku? Polecimy razem na wakacje, na planetę pełną zieleni? – spytał z nadzieją w głosie Patryk mrugając do dziadka porozumiewawczo.

 – Rozumiem, to będzie nasza słodka tajemnica. Biegnij do domu spakować się i powiedz rodzicom, że dziadek jutro zabiera cię na wakacje!

– Jutro? Ale ja jutro jestem umówiony z Mają na rozmowę. Nie mam pojęcia gdzie ona mieszka – przeraził się Patryk.

– Spokojnie mój drogi, myśli są przekazywane za pomocą fal, im mniejsza odległość i mniej zakłóceń, tym lepiej będziecie się słyszeć. Gwarantuję ci, że jak dolecimy na planetę Julami to bez problemu się z nią skontaktujesz. Wiesz, mój międzyplanetarny motor jest już dość przestarzały i będziemy potrzebowali całego dnia żeby tam dolecieć, hihi – cieszył się staruszek na samą myśl o przygodzie i nowych naukowych odkryciach.

Nocne spotkania

Patryk słysząc to pobiegł czym prędzej do domu aby poinformować rodziców o krótkich wakacjach i spakować kilka rzeczy na drogę. Zdziwieni rodzice ucieszyli się, że dziadek nagle odzyskał chęć do zwiedzania świata, ponieważ od czasu zerwania umowy przez rządzących planetą Romi był bardzo przygnębiony i zawiedziony rezultatem swojej pracy. Kiedyś myślał, że gdy życie na trzech planetach zostanie uratowane, ludzie nie popełnią już tego samego błędu. Niestety mylił się i wszelki entuzjazm oraz zapał do dalszych prac badawczych ulotnił się bezpowrotnie. Chęć ruszenia z miejsca wydawała się być dobrym znakiem.

– Tylko opiekuj się tam dziadkiem i pilnuj żeby nie narobił jakiś naukowych głupot. Mam wrażenie, że wymyślił coś nowego. Inaczej nie wybierałby się taki kawał drogi – przestrzegała Patryka mama pakując mu na drogę torbę pełną różnych smakołyków – To wam umili długą podróż – uśmiechnęła się łagodnie i pocałowała syna na pożegnanie.

Patryk przyszedł do dziadka tuż po wschodzie słońca. Zastał go w garażu majsterkującego przy swoim kosmicznym wehikule. Starzec zobaczył go kątem oka, uśmiechnął się i powiedział.

– Dostałem go od mojego ojca i ma już chyba grubo ponad sześćdziesiąt lat, ale silnik pracuje bez najmniejszych zarzutów. Powinniśmy bezpiecznie dotrzeć do celu.

– Dziadku? A czy ty masz może trochę sproszkowanego diamentu – zapytał zmartwiony chłopczyk wywołując u niego napad niepochamowanego śmiechu.

– Udało ci się zaaranżować podróż na inną planetę, a zapomniałeś o najważniejszym elemencie?

– Mam go tylko odrobinę, a jeżeli okaże się, że to działa to będziemy musieli zostawić Mai pół kilograma proszku żeby zmienić strukturę całej osłony wokół jej planety. Ja już to wszystko policzyłem dziadku. Spędziłem w twoim laboratorium całą noc.

Dziadek przestał się śmiać. Był pod ogromnym wrażeniem mądrości swojego wnuka.

– Zaimponowałeś mi mój drogi. Czyli w sumie potrzebujemy kilogram diamentu na dwie planety?

– Tak – odparł zrezygnowany chłopczyk.

Wiedział, że diament jest drogim kruszcem i nigdy nie uda mu się uzbierać potrzebnych pieniędzy.

– Głowa do góry mój drogi! Twój dziadek należał niegdyś do elitarnej grupy naukowców. Mogłem brać z laboratorium przeróżne materiały do badań. Żałuję, że wcześniej nie pokazałem ci mojej kolekcji na strychu. Chodź za mną! – mówił z przejęciem staruszek, a oczy świeciły mu dawnym blaskiem odkrywcy.

Kiedy otworzył drzwi na strych, ze środka wydobyły się różnobarwne strugi delikatnego światła.

– To tutaj powstała twoja magiczna, świecąca lampka nocna – uśmiechnął się z dumą, a chłopczyk nie mógł uwierzyć własnym oczom.

Na licznych regałach, stołach i dywanach stały przeróżne kawałki mieniących się w oczach minerałów. Jedne świeciły mocno, jaskrawym światłem, wydobywając przy tym piękno kruszców, które świecić nie potrafiły. Inne wydobywały z siebie delikatne, ledwo widoczne światło, pokazując tylko własną nieskazitelność.

– I co ty na to? – zapytał z dumą starzec.

– Brakuje mi słów dziadku i aż boję się zapytać co ukrywasz w piwnicy – stwierdził wnuczek.

– Och, mój drogi, nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałem, że sam postanowiłeś naprawić świat. Nawet nie wiesz jak jestem z ciebie dumny! A w piwnicy mam tylko kolekcję dżemów i kiszonych ogórków, które zrobiła dla nas babcia – zakończył dziadek z szerokim uśmiechem i ruszył w kierunku zamkniętej szafy.

Za drzwiami ukrywały się różnej wielkości szmaciane woreczki.

– Tutaj przechowujesz mineralne proszki?

– Mhm – mruknął dziadek nucąc pod nosem starą, ulubioną piosenkę. – Mam cię! Oto mój drogi woreczek sproszkowanego diamentu. Jest go tylko pół kilo, ale jak zadziała to po powrocie będziemy się martwić jak zdobyć drugą połówkę, dobrze? – zapytał zadowolony dziadek.

– Dobrze, myślę że musimy już ruszać żeby jeszcze przed nocą odnaleźć Maję na Julami.

– Racja, racja, szkoda czasu! – starzec skierował się żwawym krokiem do garażu.

W jego wnętrzu znajdował się lśniący, kosmiczny motor z jedną dużą kapsułą na grzbiecie. Jej wielkość pozwalała na wygodne podróżowanie dwóch osób. Patryk wraz z dziadkiem rozgościli się w środku, wybrali współrzędne i wcisnęli magiczny fioletowy przycisk, który uruchamiał silnik odrzutowy. Przed nimi pojawiła się połyskująca, żółta kula falująca na wszystkie strony.

– Wszystko działa! Widzę, że tunel jest już gotowy. Możemy ruszać! – wykrzyczał dziadek chcąc zagłuszyć głośny warkot silnika.

– Trochę się boję, co to za żółta kula i czy musimy przez nią przejeżdżać?

– Nie ma powodu do strachu, to jest taka nasza mała wyrzutnia, która wypchnie nas w kierunku drugiej planety i skieruje na odpowiedni tor lotu. Zbudował ją mój tata, czyli Twój pradziadek i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.

Patryk spojrzał mgliście na dziadka, jakby z lekkim niedowierzaniem.

– Skoro zbudował to mój pradziadek to nie ma na co czekać. Ruszajmy!

Staruszek, pogładził swoją siwą brodę tak jakby ten gest miał wywołać dawne wspomnienia procedury startowej. Wypowiedział pod nosem kilka niezrozumiałych słów niczym tajny kod, a następnie wcisnął jednocześnie kilka guzików znajdujących się na szerokiej kierownicy. Silnik dziko zawył i wykonał skok w przód, prosto do żółtej kuli, a ta w oka mgnieniu wystrzeliła pojazd niczym pocisk w kierunku Julami. Początkowe przeciążenie wgniotło ich w fotele pozbawiając możliwości ruchu. Jednak po chwili mogli już swobodnie poruszać się po całej kapsule.

– Nie był to przyjemny start, a co przewiduje lądowanie? – zapytał Patryk ze strachem w oczach.

– Lądowanie to pikuś, brawurowy skok kaskaderski z wysokości 10 kilometrów na cztery łapy – odparł z poważną miną dziadek.

– Ale ja się pytam na serio!

– Tak wiem, każdy chce od razu wszystko wiedzieć, nie ma już miejsca na zaufanie i zaskoczenie – westchnął ze smutkiem staruszek.

Patryk bardzo się zdziwił słysząc te słowa. Kiedy się jednak nad nimi zastanowił to rzeczywiście stwierdził, że jest w nich dużo racji, tylko dlaczego tak było? Starzec odpowiedział na to pytanie tak jakby umiał czytać w myślach wnuka.

– Zerwanie najważniejszej umowy międzyplanetarnej spowodowało ogromny rozłam społeczny powodując przy tym wielkie poczucie zagrożenia wśród ludzi. Trudno się temu dziwić mój drogi, skoro większość wybrała drogę łatwego, szybkiego bogactwa nie patrząc dalej niż na czubek własnego nosa.

– Ale są też tacy, którzy poświęcają całe życie aby ratować to co zniszczone i tworzyć nowe wspaniałe rzeczy studiując naturę tego świata – odparł Patryk broniąc niewielkich społeczności na Julami i Semii.

Dziadek spojrzał z uśmiechem na wnuka.

– Mam nadzieję, że wasz eksperyment zadziała, myślę że wówczas ludzie ponownie zaczną uczyć się zaufania.

Kosmiczny motor mknął przez warstwy atmosfery wprost do kolejnej, żółtej skrzącej się kuli, która miała przenieść ich na drugą stronę bariery. Gdy znaleźli się w pobliżu, zobaczyli z bliska jak wielkie zniszczenia zostały już wyrządzone na jej powierzchni. Nikt jednak nie odważył się tego komentować. Postanowili umilić sobie czas grą w warcaby i degustacją smakołyków.

Do sąsiedniej planety dotarli gdy robiło się już ciemno.

– Spróbuję nawiązać kontakt z Mają. Z tego co widzę to nie ma zbyt wielu mieszkańców, a każdy z nich ma tak piękny ogród, że chciałbym je od razu wszystkie zwiedzić – mówił z przejęciem chłopczyk patrząc na kolorowy krajobraz.

– Zwiedzanie zostawmy sobie na później, najpierw musimy przeprowadzić eksperyment. – Dziadkowi oczy lśniły dawnym blaskiem na myśl o kolejnym doświadczeniu naukowym.

Chłopczyk zamknął oczy, tak żeby nic nie rozpraszało jego uwagi i rozpoczął, tak jak to robił co wieczór, kolejną rozmowę z Mają. Zaskoczona i szczęśliwa dziewczynka widząc stary kosmiczny motor na niebie, nadmuchała balonik, przymocowała do niego lampkę i posłała ją do góry.

Ciąg dalszy nastąpi…

©2017 Ewelina Mazurek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *