Historia trzech planet część 3

Historia trzech planet część 3

Historia trzech planet cz.3

 

Chłopczyk zamknął oczy, tak żeby nic nie rozpraszało jego uwagi i zaczął, tak jak to robił co wieczór, kolejną rozmowę z Mają. Zaskoczona i szczęśliwa dziewczynka widząc stary kosmiczny motor na niebie, nadmuchała balonik, przymocowała do niego lampkę i posłała ją do góry.

Po chwili gościła już w swoim pięknym ogrodzie przybyszów z innej planety.

– Cześć Maju! Jak dobrze cię w końcu zobaczyć i móc porozmawiać, no wiesz, tak normalnie – roześmiał się Patryk.

– Oj tak, te rozmowy w myślach były dosyć dziwne. Trzeba było się nieźle pilnować żeby nie pomyśleć sobie czegoś głupiego – w tym momencie wszyscy razem zaczęli się głośno śmiać.

– Na waszym miejscu nadal uważałbym na swoje myśli hi, hi – śmiał się staruszek, ale po chwili opamiętał się i szybko zmienił temat – a gdzie młoda damo trzymasz próbkę swojego materiału?

– Ah tak, już was zabiorę do naszego laboratorium. Pewnie nie jest tak nowoczesne jak pana, ale myślę, że wystarczające dla naszych potrzeb. To dla mnie wielki zaszczyt móc pracować z naukowcem, który odkrył materiał sztucznej atmosfery ratując nam życie – powiedziała szczerze Maja wywołując lekkie wypieki na twarzy starca.

– To był mój obowiązek drogie dziecko i codziennie dziękuję Bogu, że mi się udało – odparł najskromniej jak tylko potrafił.

Nigdy nie lubił robić z siebie bohatera ani przypisywać sobie ogromnych zasług. Była to dla niego zwykła praca taka jak każda inna, którą należy po prostu dobrze wykonać.
Laboratorium mieściło się w małym, osobnym budynku za domem Mai. Dziadek nie wytrzymał i od razu pierwszy przylgnął do mikroskopu badając skrupulatnie każdą najmniejszą cząstkę materiału. Pod nosem mówił do siebie co chwilę.

– Bardzo ciekawe! Niebywałe!

Dopiero gdy przestudiował już całą strukturę odwrócił się do dzieci z uśmiechem.

– Wygląda to wszystko bardzo obiecująco. Pytanie czy masz jeszcze jedną czystą próbkę osłony i czy masz jeszcze ten pyłek, którego użyłaś?

– Tak, zaraz wszystko przyniosę – dziewczynka popędziła ile sił w nogach do domu. Po chwili stała już przed nimi podając mu wszystko o co poprosił.

– Nie, to moi kochani jest wasze dzieło i to wy teraz razem musicie przeprowadzić eksperyment – staruszek cofnął ręce chociaż tak bardzo sam chciał wszystko zrobić to w głębi serca czuł, że powinien pozostawić to dzieciom.

Patryk z Mają uśmiechnęli się do siebie.

– Myślę, że najpierw musimy zmieszać nasze dwa proszki, a później dopiero posypać materiał tą mieszanką – zaproponował Patryk.

– Zgadzam się! To podzielmy się zadaniami, ja pomieszam dwa proszki, a ty posypiesz nimi osłonę – zasugerowała Maja.

– No to do dzieła! – krzyknął dziadek przebierając niecierpliwie nogami.

Dziewczynka przyniosła małą żeliwną miseczkę, do której delikatnie wsypała szczyptę pyłku kwiatowego oraz szczyptę sproszkowanego diamentu. Wszyscy z zapartym tchem obserwowali czy przypadkiem drobinki nie zaczną ze sobą reagować w misce. Maja wymieszała je bardzo delikatnie za pomocą małej drewnianej łyżeczki i z dumną miną podała Patrykowi.

– Teraz twoja kolej.

Chłopczyk bez wahania wziął do ręki żeliwną misę, zanurzył w niej rękę, wziął szczyptę mieszanki, po czym zaczął najdokładniej jak tylko potrafił posypywać powierzchnię materiału. Efekt był zadziwiający, ponieważ nałożyły się na siebie dwa zjawiska, dźwiękowe i świetlne dając mały popis zdolności natury trzem zdumionym widzom.

– Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem, a uwierzcie mi, przeprowadziłem w swoim życiu tysiące różnych eksperymentów. To było takie delikatne i subtelne, żadnej gwałtowności, jakby te substancje zostały dla siebie stworzone – stwierdził ze łzami w oczach staruszek.

– Teraz chodźmy zobaczyć na rezultaty pod mikroskopem. Tym razem zostawimy to w twoich rękach dziadku. Tutaj nie może być mowy o żadnej pomyłce – Patryk zwrócił się do niego chcąc jak najszybciej poznać wyniki eksperymentu.

– Dobrze, zabieram się do pracy, a wy idźcie sobie odpocząć.

– Jeżeli to zadziała to czy przywieziecie mi ten błyszczący proszek z waszej planety? – spytała niepewnie dziewczynka.

– Już o tym pomyśleliśmy Maju, mamy dla ciebie cały woreczek – uśmiechnął się Patryk.

– To cudownie! Chodźmy w takim razie, muszę ci coś pokazać – Maja wybiegła z laboratorium, chwyciła lampkę nocną i poprowadziła swojego gościa do wielkiej groty znajdującej się u podnóża pobliskiej góry.

– Odkryłam to miejsce całkiem niedawno i nikomu go jeszcze nie pokazałam – szepnęła przed wejściem Maja.

Patryk szedł powoli za dziewczynką zdziwiony tym, że w grocie panował półmrok chociaż jak dotąd nie mógł dostrzec żadnego źródła światła, a w powietrzu unosiła się przyjemna, słodka woń. Wąski korytarz doprowadził ich wprost do jasnej komnaty wypełnionej licznymi kwitnącymi na biało, magicznymi paprociami.

– To są jedyne kwiaty, które potrafią rosnąć i kwitnąć w ciemności emitując przy tym delikatne, białe światło. Ich pyłek jest bardzo cenny, a ja mam go zaledwie szczyptę – oznajmiła Maja.

– W takim razie nie ma na co czekać, musimy go pozbierać! – zapalił się Patryk – tylkoooo nie wiem jak to zrobić żeby nie uszkodzić kwiatów – zmartwił się po chwili – nauczysz mnie?

Maja uśmiechnęła się, ściągnęła plecak. Ze środka wyciągnęła klatkę, w której siedziały dwa olbrzymie motyle, jeden błękitny z dwoma żółtymi kropkami, a drugi zielony z pomarańczowymi łezkami. Wyglądały niezwykle dostojnie i sprawiały wrażenie istot z innego świata.

– To są moi przyjaciele, którzy zawsze pomagają mi zbierać pyłek. Gdybym sama go zbierała, uszkodziłabym kwiat i paproć nie zaowocowałaby, a to mogłoby oznaczać zgubę dla tego bardzo rzadkiego gatunku. Każde ziarenko jest na wagę złota.

Dziewczynka wypuściła motyle z klatki i ustawiła przed nią dwie miseczki, jedną pustą na pyłek a drugą wypełnioną po brzegi lepkim, słodkim nektarem.

– Domyślam się, że to jest nagroda za dobrze wykonaną pracę. Tylko jak ty to robisz, że one chcą wracać do tej klatki? – zastanawiał się Patryk, który był pod wielkim wrażeniem zaradności swojej małej koleżanki.

– To nie są moi więźniowie tylko przyjaciele. Wypuszczam ich na wolność kiedy tylko chcą, a klatkę traktujemy bardziej jako domek przenośny. Wiesz? Im również bardzo zależy na ochronie tych kwiatów. Chodź usiądziemy sobie tutaj i popatrzymy jak tańczą zbierając pyłek. – Maja rozłożyła mały kocyk wśród paproci.

– Bardzo podoba mi się twoja planeta, tyle tu różnorodnych roślin i zwierząt. Na mojej jest dużo więcej skał, różnokolorowych kryształów, a drzewa i rośliny pojawiają się tylko w wyznaczonych miejscach.

– Może kiedyś zabierzesz mnie tam na krótką wycieczkę? – zaproponowała Maja.

– Oczywiście! A czy zastanawiałaś się już nad tym jak dostarczyć mieszankę proszków do atmosfery? – Patryk szybko zmienił temat widząc jak dwa motyle sprawnie zapełniają miskę pyłkiem z świecących kwiatów.

– Tak, myślałam – dziewczynka na chwilę posmutniała – to zadanie mnie przerasta. Może z pomocą twojego dziadka i jego kosmicznego pojazdu uda się nam? – zapytała z nadzieją w głosie.

– Pewnie tak byłoby najprościej, ale ja chciałbym to zrobić sam. Spójrz na te motyle, jak wiele radości sprawia im zbieranie tego pyłku, myślę że czułbym się podobnie gdybym sam znalazł sposób na dostarczenie proszku do osłony – rozmarzył się Patryk.

Gdy motyle to usłyszały, podleciały do niego, usiadły mu na kolanach i zaproponowały.

– Pomyśl o sile wiatru i o zabawach z jego udziałem, może uda ci się znaleźć to czego szukasz?

– Dziękuję – wydukał zaskoczony Patryk.

Nie sądził, że motyle potrafią mówić, a do tego podsunęły im naprawdę ciekawy pomysł. Dzieci myśląc o zabawach z wiatrem zasnęły na kocyku, a motyle w ciągu całej nocy uzbierały pełne dwie miseczki pyłku, dokładnie tyle ile potrzebowali.
Rano, kiedy tylko się obudzili, pobiegli do laboratorium aby poznać wyniki eksperymentu. Zastali dziadka śpiącego w fotelu pod tablicą, na której widniał czerwony napis „SUKCES! Proszę, nie budźcie mnie!”. Uradowane dzieci wybiegły na łąkę aby przekazać motylom szczęśliwą nowinę.

– Co wymyśliłeś podczas snu? – zapytała Maja.

– Najpierw muszę to wszystko dokładnie przemyśleć i zaplanować. Nie możemy sobie pozwolić na stratę tej cennej mieszanki więc opowiem ci o tym dopiero wtedy, jak już wszystko będzie gotowe. – Patryk odpowiedział z bardzo poważną miną, a błysk w oczach zdradzał, że chłopczyk miał już w głowie wizje spektaklu, który planował urządzić.

– Zgoda! Umówmy się na konkretny dzień, w którym wyślemy w niebo naszą miksturę, a później dopiero opowiemy sobie o naszych pomysłach – zaproponowała Maja.

– Dobrze, za dwa dni wieczorem, gdy słońce zajdzie już nad naszymi domami rozpoczynamy podniebny pokaz – zgodził się Patryk i dzieci czym prędzej wróciły do laboratorium.

Dziadek przedstawił im swoje wyniki badań, które wskazywały, że osłona będzie odporna na wszelkie toksyny przenikające do nich z Romii, a materiał stał się jeszcze bardziej wytrzymały i nadal spełniał swoją pierwotną funkcję ochrony planety. Wszyscy byli bardzo podekscytowani odkryciem i chcieli jak najszybciej zabrać się do pracy aby odciąć dwa globy od czarnej chmury przenikającej do ich atmosfery każdego dnia.
Patryk z dziadkiem zapakowali pyłek do torby i ruszyli w podróż powrotną do domu. Nazajutrz starzec miał za zadanie skruszyć w drobny pył spory kamień diamentu, a Patryk oraz Maja w tym czasie opracowywali metody sprawnego latania różnymi przedmiotami. Po dwóch dniach ciężkiej pracy byli gotowi do wykonania najważniejszego dzieła ich życia.
Patryk wspiął się na najwyższy szczyt w okolicy w towarzystwie przyjemnego, chłodnego wiatru, który w tym miejscu zawsze towarzyszył piechurom. W ręku trzymał wiadro wypełnione tajemniczą, gęstą substancją.

Na planecie obok Maja szykowała się do startu starym balonem swojej babci, a na pokładzie znajdowała się para motyli, która również w pocie czoła pracowała przez ostatnie dwa dni pomagając dziewczynce przygotować wielki kosz wypełniony dmuchawcami. Dzieci w myślach przekazały sobie sygnał do rozpoczęcia wielkiego przedstawienia.

Patryk stojąc na najwyższej górze planety Sulami zanurzył w wiadrze z gęstą cieczą wielkie oczko i zaczął wypuszczać w powietrze ogromne bańki mydlane, które wiatr wzbijał w powietrze coraz wyżej i wyżej aż do materiału bariery. Tam rozbijały się wydając przy tym delikatny odgłos dzwonów oraz skrząc się tysiącami maleńkich iskierek. Wszyscy mieszkańcy wyszli ze swoich domów aby podziwiać to niespotykane dotąd zjawisko, nie wiedząc co dzieje się z materiałem bariery.

Maja i Patryk ratują planety

W tym samym momencie na Julami Maja wzbiła się balonem wysoko w powietrze aby tam wypuszczać na wiatr maleńkie spadochroniki z dmuchawców, które przenosiły na swoich barkach drobniutki ładunek mieszanki. Ludność dwóch zaprzyjaźnionych planet stała urzeczona wpatrując się w ciemne postacie dzieci, które w magiczny dla nich sposób przenosiły za pomocą wiatru maleńkie porcje cudownej mieszanki proszków. Spektakl trwał całą noc dostarczając widzom niecodzienne zjawisko. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że pod osłoną przyjemnych dźwięków i iskierek przebiega reakcja ratująca ich planety przed niszczycielskim działaniem sąsiadów z Romii. Dowiedzieli się o tym dopiero w ciągu kilku kolejnych tygodni spoglądając w niebo. Czarne chmury smogu zostały zatrzymane, a bariera dość szybko poradziła sobie z zalegającymi pozostałościami w atmosferze. Na cześć tego wielkiego wydarzenia mieszkańcy zarządzili coroczne święto, podczas którego nocą wypuszczano tysiące lampek z dzwoneczkami w niebo.

Co się stało z mieszkańcami Romii? Gdy zorientowali się, że zatruwają już tylko siebie okazało się, że jest za późno na ratunek dla ich istnienia. Toksyczna planeta szybko opustoszała, a pozostałe szkielety budynków i fabryk odstraszały skutecznie wszelkie stworzenia. Mieszkańcy zapłacili najwyższą możliwą cenę za swój lekkomyślny wybór.
Natomiast Maja z Patrykiem pozostali przyjaciółmi na zawsze prowadząc często rozmowy pod rozgwieżdżonym niebem. Ich ciekawość świata i chęć odkrywania jego nowych tajemnic zaowocowała wieloma twórczymi wynalazkami. Były one połączeniem wiedzy ze świata kryształów i natury, a największe wspólne dzieło, międzygalaktyczny statek kosmiczny zabrał ich w najciekawszą podróż życia.

Koniec 

©2017 Ewelina Mazurek


Zobacz również:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *